Zesłanie Ducha Świętego

HOMILIA (7 czerwca 2014)

Ukochani przez Ducha Świętego, siostry i bracia.

Jak wiele kłopotów robią Duchowi Świętemu ci, którzy wierzą w Jezusa, choć nie chcą w Niego wierzyć będąc posłuszni Jego Słowom. Jak wiele kłopotów Duchowi Świętemu robią ci, którzy ODLATUJĄ ze swojego ciała, z Kościoła, z realiów, z życia. Duch Święty jest tak fascynującą Osobą, że często przepięknie ukrytą. On rzeczywiście jest poniekąd nie do uchwycenia, stąd symboliką Jego jest choćby wiatr, wichura. Nie da się Go chwycić. To jest takie piękne – to Jego działanie. Od Niego musimy się wiele uczyć. My czasami jak coś robimy dla innych, to bierzemy wszystkie trąbki, flety, oboje i dmuchamy w nie mówiąc „zobacz, ile ja dla ciebie czynię” – takie mamy pokusy. A Duch Święty, który wszystko czyni, robi to tak, że my musimy zdobyć się na Bożą refleksję, aby oddać Mu szacunek za Jego wysiłek. Bez Niego to ja bym nie mógł nawet palcem poruszyć. Oto w moim ciele wszystko jakoś połączone. Te komórki ze sobą współistnieją. Aż nie do pojęcia: tu coś bije, tu jakaś nerka, tu wątroba czasami dokucza: przynajmniej w późniejszym wieku da się to odczuć, jeszcze młodzi moje gadanie mogą potraktować jako abstrakcję, ale starsi wiedzą o co chodzi. Duch Święty -  Fantazja. Choć niektórzy ludzie narobili mnóstwo problemów Duchowi Bożemu. Przecież gdy pomyślimy o ludziach, którzy odeszli z Kościoła rzymskokatolickiego i przeszli, nie do stanu ateizmu, ale np. do jakichś sekt, czy do podejrzanych wspólnot mówiących o sobie, że są pentakostalne. (Słowo to pochodzi od „pięćdziesiątnicy”). Ci ludzie mówili: „odkrywam Ducha Świętego, tam, gdzie idę dopiero czuję Boga, a w Kościele Katolickim – „nędza z bidą”, po prostu: marudzący ksiądz, organista do bani, pot i nic więcej. Dlatego ja dopiero tam odkryłem działanie Ducha Świętego”. Jak mówi ks. Prof. Jerzy Szymik (który swoim tekstem pomógł mi w dzisiejszych ułożeniu homilii) w ostatnich trzydziestu latach zasadniczo – nie mówię o ludziach stających się ateistami, tylko o tych, którzy odeszli z Kościoła Katolickiego do jakichś podejrzanych grup religijnych – to zobaczymy, że byli to ludzie, którzy o swoim opuszczeniu Kościoła mówili, iż czynią to z pobudek  odkrywania Ducha Świętego. Co się czasami dzieje z człowiekiem, że źle odczytuje Ducha Świętego? Czy nie jest często tak, że mówimy duchem tych czasów, a nam się wydaje, że to jest Duch Święty? Wieje w nas duch tego świata, a my wmawiamy innym, że tego chce Duch Boga. Co zrobić, żeby nie wpaść w tę pułapkę? I co mówi w tej sprawie Benedykt XVI, nasz kochany papież emeryt? Oto Jego piękne tezy: „największym dziełem Ducha Świętego jest Wcielenie”, czyli inkarnacja, czyli: „oto Bóg staje się takim małym ziarenkiem, takim maciupeńkim w brzuszku Maryi, później rośnie, wychodzi na świat w Betlejem”. Wcielenie – największe dzieło Ducha Świętego. To jest bardzo ważne, żeby sobie to wbić do głowy. Dlaczego? Tam działa Duch Święty, gdzie Chrystus może stawać się człowiekiem. Tam działa Duch Święty, gdzie Chrystus może się narodzić w człowieku. Tam właśnie jest Duch Święty. (Tylko, tylko tam.) Wszystko inne zawsze ma prowadzić do wcielenia. To jest największe dzieło Ducha Świętego i to właśnie dzieło później powoduje choćby Eucharystię. To dzieło Ducha Świętego pozwala pchać Syna Bożego na Kalwarię. To dzieło Ducha Świętego prowadzi dalej do Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Jaki z tego praktyczny wniosek musimy wyciągnąć? Powiedziałem to już chyba z trzy minuty temu, że niektórym się wydaje, że będą mieć w sobie więcej Ducha Świętego jak będą odlatywać. Czasami widzimy, np. w postawach religijnych takie odlatywanie ducha – coś na podobieństwo nirwany. Ludzie mieli zawsze kłopot ze swoją cielesnością. Ludzie często mieli kłopot i z seksualnością i z cierpieniem – z tym wszystkim, co dotyczy „naszego bycia mięsem”. Wiele religii, czy filozofii wymyśliło, że żeby uczłowieczyć się, to należy się z tego ciała oderwać. Kiedyś mówiłem o tym, że z tego powodu Grekom było trudno przyjąć naukę o Zmartwychwstaniu. Przypominacie sobie tę katechezę? W filozofii greckiej celem było to, aby odejść od ciała. Jak umrę to mój duch opuści ciało. Już się tego doczekać nie mogę. I staje taki św. Paweł na areopagu i mówi: „wiecie, że będzie zmartwychwstanie, że po naszej śmierci duch wróci do ciała i będziemy wskrzeszeni”. Grecy nie mogli tego słuchać. Powiedzieli Pawłowi: ”posłuchamy cię gościu innym razem… co ty nam gadasz? … my tego znieść nie możemy… naszą ambicją jest to, żeby ciało odrzucić, a ty nam takie głupoty klepiesz”. Są tacy, którym się wydaje, że działanie Ducha Świętego ma polegać na tym, że Bóg ma nas oderwać z tego świata. Jest to postawa typu: „Tam jest więcej Ducha, gdzie będzie mi fajnie… jak w kościele polatam piętnaście centymetrów nad posadzką, to to będzie znak Ducha… później pójdę do życia i żadnych problemów nie będzie… będzie spoko, fajnie – niczym się nie przejmuj…”. Tak niektórzy zaczynają przechodzić do sekt, ba tak niektórzy, przez głupie pojmowanie obecności Ducha Świętego, zaczynają stawać się chłodnymi chrześcijanami. Najpierw mówią: „ale mi się nudzi  w kościele… gdyby ten ksiądz zawsze Eucharystię prowadził tak, że w moim brzuchy byłyby nieustannie motyle, to ja bym jeszcze do tego kościoła chodził, a tymczasem nudno tu jest…”.  To jest złe pojmowanie Ducha. To jest tak, jakby działanie Ducha miało polegać na tym, że On mnie wyrywa z ciała i przenosi do religijnej nirwany: „pływam – jest cool”. Oto Duch robi coś odwrotnego. Syna Bożego wkłada w ciało, żeby później tego Ducha Syna Bożego wyrwać z grobów i żeby Go włożyć w nowe ciało. Tylko ten człowiek żyje prawdziwie Duchem Świętym, kto nie odlatuje, kto stąpa mocno po ziemi. Ten, kto rozumie co to jest Wcielenie, ten kto kocha człowieczeństwo, ten kto umie przyjąć swój krzyż, ten kto umie pogodzić się ze swoim cierpieniem, ten kto cieszy się z takich radosnych chwil, jakie Pan Bóg mu czasami daje, ten rozumie Naturę DUCHA ŚWIĘTEGO. Są przecież takie chwile, że człowiek no rzeczywiście odlatuje. Ale nie jest to stan, do którego powinno się dążyć za cenę rozumu i realnego przeżywania życia. Pan Bóg czasami daje takie cukierki. Nie wiem, czy przeżywacie czasami coś takiego? To są takie chwile, które mogą się wydarzyć nawet wtedy, gdy stoisz w kolejce za lodami na Jeżycach, albo za kiełbasą w ulubionym rzeźnickim sklepie. Jesteś kochanym człowiekiem, nagle coś cię wyrywa w głowie i serduchu – i myślisz: „jaki Pan Bóg jest wspaniały”. Czasami niektórzy to przeżywają. Z woli Bożej odlatują. I tylko tak można odlecieć. To jest tzw. stan mistyczny. Kto jeszcze tego nie odczuł – życzę mu tego z całego serca. To jest coś ewangelicznie fajnego. Czasami to trwa pięć sekund, czasami siedemnaście. Cukierki Pana Boga. Odlatujesz i jak wracasz to wiesz, że … jesteś u rzeźnika … wiesz, że stoisz za lodami. Duch Święty odrywając człowieka robi to po to, aby człowiek – po stanie uniesienia – na nowo pokochał życie w miejscu, w którym się znajduje. Duch chce Cię porwać za Sobą. Chce Ciebie wyrwać ze świata do Kościoła. Chce cię posadzić na posadzce i powiedzieć: słuchaj Chrystusa. On uczy cię kochać swoje życie. Pokochaj swoją cielesność. Pokochaj tę twardą ławkę w kościele, to, że jest duszno, że jest zimno, że w Polsce taki umiarkowany klimat, że u nas nie Afryka, że nie ma daktyla… jakkolwiek, ale proszę –  pokochaj życie. Cudowne. Duch Święty nigdy nie odrywa bez celu. Co jest największym dziełem Ducha? Wcielenie. Największym dziełem Ducha Świętego w twoim życiu będzie to, jak Chrystus będzie mógł się w tobie codziennie rodzić. Amen.

Napisano w Strona główna

Najnowsze komentarze