Czy zakochani mają wstęp do Nieba? Refleksja rekolekcyjna.

Przekonałem się już nie raz, że każdy potrafi zgrywać bohatera, póki nie spotka własnej Batszeby bądź Dawida. Do tego czasu chodzimy obrośnięci w piórka własnych mniemań o sobie. Praktyka pokazuje, że brak pokory łamie najbardziej twardych. Radykalizm bywa krzykiem skrywanych uczuć.

Bóg nie kryje się z tym, że skonstruował ludzkość na wiele wymiarów. Każdy z tych porządków ma nam coś do powiedzenia. Rozum łamie wątpliwości, uczucia pozwalają przeżywać życie. Niczym Wezuwiusz dla Pompei, dla nas są skrywane emocje, niewłaściwie nazywane uczucia, wypierane pragnienia.

Dawid już od dawna stał się leniwym królem, znudzonym władcą i rozkapryszonym dużym chłopcem. Gdyby był człowiekiem duchowego wysiłku, obraz kąpiącej się Batszeby, mógłby z Dawida uczynić mężczyznę silniej rozkochanego w swym królestwie. Zakochanie to uczucie. Zdarza się od czasu do czasu. Zawsze jest krzykiem Miłości. Zakochanie dostarcza miłych uniesień, aczkolwiek nie jest celem samym w sobie. Jest pomostem od egoizmu do Miłości. Gdyby Dawid się zreflektował, odczytałby w swym zauroczeniu Batszebą, że przestał żyć dla Miłości. Brakowało mu już od dawna pasji, chęci, zaangażowania. Dawid jednak uległ pożądaniu. Przystanął na moście tylko dla własnej potrzeby. Nie wzbił się na wyższy poziom interpretacji tego, po co mu zostało dane zakochanie. Poszedł najmniejsza linią oporu. Zakochanie wykorzystał tylko dla siebie. Przez to powiększył bagaż zła. Spalił most. Skoncentrował się jedynie na własnej korzyści.

Nazywać uczucia we własnym życiu i dostrzegać w nich ukryty kod, który jest w stanie nas rozszyfrować to stać w Prawdzie. Można mieć zawyżony poziom mierzenia własnych sił, naśmiewać się z innych, że nie dali rady. Aż tu nagle przychodzi egzamin. Oto uczucie wiele mówi o człowieku. Ono samo w sobie nie podlega ocenie, ale to, co z nim uczynię. Skrywane żale, pochowane pretensje i zazdrości są w stanie nieustannie na mnie oddziaływać, ale póki Bóg nie ześle mi ekstremalnego uczucia, póty nie przekonam się, czy jestem tym, za kogo się uważam.

Zakochanie odkrywa w człowieku pozytywne zalety, dotąd nierozpoznane cechy charakteru. Zakochanie walczy o Miłość. Jako Boskie uczucie pokazuje także ciemne strony mej duszy: żądzę, lęki. Zakochanie może być etapem, w którym uczę się wyzbywania egoistycznych pobudek, które kierowały mną do tej chwili. Zakochanie uczy Miłości w całości. To znaczy, że nie ma jednego odbiorcy. Miłość nie jest na wyłączność. Uczucie ma mnie zmienić na lepsze dla każdego, a przede wszystkim dla Boga. Jeśli zakochany nie widzi takiej tendencji, to może to oznaczać, że w związku kocha tylko siebie a w ukochanej osobie przyjemność, którą ona daje.

Jeżeli zakochuje się ktoś, kto nie może stworzyć z osobą ukochaną trwałego związku, może zadać sobie pytanie: jaki jest cel owego uczucia? Jakiej cząstki Miłości brakuje mi w moim powołaniu, małżeństwie, że zauważam w nowej emocji jakąś zapomnianą przeze mnie tęsknotę. Jestem być może jak Dawid, który powinien dowiedzieć się, iż źle postąpił nie wybierając się na wojnę ze swymi żołnierzami. Pozostanie w pałacu odebrało Dawidowi radość życia. Egoistyczne lenistwo snucia się po dworze królewskim, zostało pobudzone obrazem pięknej kobiety. Można było wyciągnąć z tego spotkania inne wnioski. Stało się jednak tak, jak się stało.

Bóg jest Bogiem zazdrosnym. W Pieśni nad Pieśniami pozwala nam zwracać się do Siebie jak do Ukochanego. Bo czym jest zauroczenie? Jest siłą. Jest blaskiem w szarości życia. Jest też nade wszystko niewielkim atomem tego, jak wielką rozkoszą jest kochanie Boga. Osoba zakochana, która nie zapomni, że w radości jaką przeżywa została obdarowana przez Pana Boga cząstką Jego nieskończonego Majestatu, będzie walczyć, aby namiętności zła nie przykryły Źródła, z którego czerpie. Rozkochany w Bogu potraktuje swe zakochanie w człowieku jak dar i wezwanie do pokochania w nim Boga. To przyniesie jeszcze większą radość i da nadzieję, że Miłość (która dopiero się staje) jest po drugiej stronie pomostu.

Napisano w Strona główna