Bukłaki /Łk 5,36-39/

Wspomniane w Ewangelii bukłaki wyrabia się ze skóry zwierzęcej. Można w nich przechowywać różne ciecze, takie jak wodę czy wino. W tym ostatnim przypadku bukłak miał pewną właściwość: gdy był nowy i wlewano do niego wino, to ono w nim fermentowało, wydzielając dwutlenek węgla. Pracujące młode wino powodowało, że bukłak musiał się rozciągać, ruszać, dostosowując się kształtem i objętością do procesu fermentacji.
Gdy bukłak był już stary i zesztywniały,  jego ściany nie były już elastyczne. Gdy ktoś wlewał do niego stare wino, które już nie fermentowało, taki bukłak spokojnie mógł służyć do jego przechowywania. Jeżeli ktoś wlał do niego młode wino, to w swym procesie fermentacji powodowało, że on pękał, ponieważ nie miał elastycznych ścian.

Znajomość tego typu przypadłości bukłakowych pomaga nam zrozumieć o co chodzi Panu Jezusowi w dzisiejszej Ewangelii. Między innymi dotyczy to słuchaczy Pana Jezusa, którzy byli tak zesztywniali  religijnie, że nie potrafili przyjąć świeżej nauki chrześcijańskiej.
Ktoś, kto wierzy w Pana Boga i przejmuje się Ewangelią, jest człowiekiem o przecudownej wyobraźni. Człowiek sztywny, skostniały, kierujący się własnym egoizmem nie wytrzyma chrześcijańskiej opcji życia. Ma on własne przekonania, przyzwyczajenia, nie umie znieść pomysłów Chrystusowych. Potrafi wściekać się, że Pan Jezus wymyśla „co chwilę coś nowego”. Denerwuje go to, ponieważ wolałby być ustawiony na całe życie tak, aby wystarczała np. dziesiątka różańca dziennie, znak krzyża czy raz w tygodniu niedzielna Msza.
Pan Bóg ciągle chce ode mnie czegoś nowego. Daje mi jakieś nowe natchnienia. Słucham Słowa Bożego i się denerwuję, bo pokazuje mi,  że w świecie wcale nie jest tak dobrze jakby się wydawało i motywuje mnie do zmieniania Kościoła, świata. „Panie Boże, Ty chcesz mnie zaangażować, a mnie chciałoby się siedzieć w ławce, tkwić w swoich schematach. Nie chce mi się pracować dla Ciebie, nie chce mi się tworzyć parafii, brać udziału w nowych spotkaniach, czy nowym stylu duszpasterzowania. To nie dla mnie. Zostaw mnie Panie Boże w spokoju. Uszanuj mój styl, moją „sztywnotę” czyli to, że jestem starym bukłakiem”.

Ewangelia nie pasuje do ludzi, którzy mają umysł zamknięty. Ewangelia nie jest dla tych, którzy chcieliby widzieć w Panu Jezusie jakąś maszynkę z regulatorem, według której postępując będą zbawieni. Ewangelia jest Życiem.
Nie wiem jak będzie wyglądało jutro. Może Pan Bóg przyjdzie do mnie z natchnieniem. Czy ja na nie odpowiem, czy będę mu przeszkadzał? Ewangelia nie nadaje się dla ludzi, którzy są duchowo zesztywniali. Człowiek, który chce żyć Ewangelią musi przygotować się na przygody. Nawet jeśli ma lat np. 80, może te przygody na nowo przeżywać, tak jakby był  świeżo w Panu Bogu zakochanym. Niech wino Chrystusowe – Jego Krew – fermentuje w naszym sercu. A gdy Je przyjmiemy na Eucharystii, niech wydobędzie z nas ten dwutlenek węgla, ten odór duszy, byśmy wydawali zapach i zachowywali się jak upici Bożym Duchem.

Napisano w Strona główna